sobota, 21 grudnia 2019

Osiem zasad Seymoura Paperta dla... rodziców

man, woman, and child walking together along dirt road

Seymour Papert – naukowiec, praktyk, wielki przyjaciel dzieci. Marzyciel, który mówił o tym, że wkrótce każde dziecko będzie miało dostęp do swojego własnego komputera (lata 60. XX wieku - oczywiście sporo osób się z niego śmiało...) i trzeba jak najszybciej przygotować to pokolenie na rewolucję cyfrową. Nauczyciel i mistrz Mitchela Resnicka - twórcy uwielbianego przez nas Scratcha. Na podstawie swojego głębokiego szacunku do dziecka, oraz przekonania, że nie “dostaje” ono wiedzy, ale samo ją konstruuje, stworzył osiem zasad edukacyjnego konstrukcjonizmu. 

Myśląc o nadchodzących Świętach, naszych relacjach i czasie, który sobie poświęcamy, przyszło mi do głowy, że przecież te osiem idei, to wspaniała podpowiedź dla wszystkich rodziców, którzy chcą być bliżej swojego dziecka i mądrze wspierać je w rozwoju. Choć pierwotnie odnoszą się one do nauki nowych technologii, spróbujemy na nie spojrzeć bardziej uniwersalnie.

Pierwsza zasada to uczenie się przez tworzenie. Papertowi chodziło o to, że najbardziej efektywna nauka, dokonuje się w działaniu - i w zasadzie o tym samym możemy powiedzieć, mając na myśli naszą relację z dziećmi! Ile razy przewróciliście oczami, czekając cierpliwie, aż Wasza pociecha zapnie guziki, dopasuje but do odpowiedniej nogi albo nabije na widelec zielony groszek? Ile niezbyt przyjaznych myśli przetoczyło się przez Wasze głowy, kiedy po raz setny musieliście sprzątać po pierwszych samodzielnych posiłkach, kąpielach i zabawie swojego dziecka? Jeśli wiele – to wspaniale! To znaczy, że daliście mu tę niezbędną przestrzeń do rozwoju. Tu – to tylko moja intuicja – Papert spotyka inną wielką pedagożkę - Marię Montessori, której naczelną myślą stało się hasło dziecka “pomóż mi to zrobić samemu”. Bądźmy przewodnikami, umożliwiajmy, obserwujmy, stwarzajmy warunki. Nie wyręczajmy, nie zabraniajmy samodzielności.

W drugiej zasadzie nie sposób uciec przed nowymi technologiami, brzmi ona bowiem: technologia jako tworzywo. Papertowi chodzi w niej o to, że dziecko powinno się stykać z technologią zawsze w kontekście jakiegoś innego działania. Niestety – bardzo często w relacji dziecko-technologia, są tylko te dwie strony – nie ma miejsca na twórczość, pasje, o nauce nie wspominając. Bardzo często to my, jako rodzice, prezentujemy technologię głównie jako źródło rozrywki, jako rzecz atrakcyjną samą w sobie (i niech rzuci kamieniem ten, kto nigdy się tym nie ratował...). Warto jednak – bez oceniania i wyrzutów sumienia – nawet w sytuacjach, w których technologia nas ratuje (a nie zna takich tylko ten, kto nie musiał robić dwulatce nebulizacji...) - pokazywać, że to tylko narzędzie: do tego, żeby stworzyć rysunek, film, żeby dowiedzieć się czegoś o tym samochodzie, o którym dziecko opowiada od tygodnia, o dziobaku, który od wczoraj jest jego ulubionym zwierzęciem i tak dalej. I najważniejsze - w pierwszych kontaktach - bądźmy razem, pokazujmy, że my też używamy technologii jako narzędzia: kalendarza, notatnika, latarki, mapy...

 Zasada trzecia może powodować palpitacje serca, ponieważ Papert mówi w niej o ostrej zabawie - mając na myśli to, że zadania jakie dajemy naszym dzieciom nie powinny być zbyt łatwe - musi w nich być wyzwanie. Jak w edukacji, tak i w życiu. Choć pewnie każdy rodzic poczuł nagły przypływ adrenaliny widząc swoje dziecko na drabinie, jestem pewna, że pod spodem była cała masa dumy i przekonania, że dziecko sobie poradzi. W tej zasadzie chodzi też o to, żeby zwracać uwagę na to, czy dziecko ma satysfakcję z podejmowanych przez siebie aktywności. Być może ten kurs wspinaczkowy nie jest już żadną zabawą, tylko ostrym, wyczerpującym treningiem? Może te zabawki, które miesiąc temu wciągały dziecko na długie minuty, już nie stanowią dla niego żadnej zagadki? Obserwujmy i spróbujmy dawać to, co jest wyzwaniem, ale cieszy i motywuje. No i oczywiście - w granicach rozsądku - pozwólmy czasem podjąć naszemu dziecku ryzyko.

Papert, w swojej czwartej idei, nakłania do tego aby uczyć jak się uczyć. W edukacyjnym kontekście oznacza to przede wszystkim spojrzenie dziecka na swoją własną ścieżkę zdobywania wiedzy i wzięcie odpowiedzialności za ten proces. Oczywiście - o takim działaniu możemy mówić dopiero w pewnym wieku, jednak ta zasada pokazuje, że warto spoglądać z własnym dzieckiem trochę “z góry”, na to co je spotyka – i nie dotyczy to tylko nauki! Warto rozmawiać o tym, jak dziecko przeżywa różne sytuacje, co jest dla niego ważne, trudne, motywujące, zniechęcające. Dzieci – wbrew temu co się czasem wydaje nam - dorosłym, mają dość rozbudowaną samoświadomość. Często niestety tłamsimy ją, wmawiając im jak się czują, czy są głodne, czy im zimno... Uczmy nasze dzieci, jak samodzielnie się uczyć - nie tylko w szkole.

Daj sobie czas – tak brzmi piąta zasada i według Paperta oznacza po prostu umiejętność oszacowania ile czasu będziemy potrzebować na daną aktywność – z ważnym zastrzeżeniem – żeby nie pędzić na siłę. Pewnie większość z Was doskonale zna tę sytuację – jest rano, wszyscy są średnio wyspani, średnio spakowani, średnio ubrani i średnio po śniadaniu, a zegar nieubłaganie tyka i trzeba wychodzić natychmiast. Choć z edukacyjnym wymiarem dawania sobie czasu łączy się to bardzo luźno – warto mieć na uwadze wartość „zwolnienia”. Oczywiście, kiedy musimy dotrzeć gdzieś na określoną godzinę, to bardzo trudne – ale jest pewnie sporo miejsc, gdzie nasz pośpiech bywa na wyrost. Dawanie czasu, to też nie przyśpieszanie niczego w rozwoju dziecka – często patrzymy – zwłaszcza na te bardzo małe – i marzymy sobie: kiedy zacznie mówić, kiedy zacznie chodzić? Potem pewnie: kiedy zacznie samodzielnie zasypiać, sprzątać, gotować? Warto dać czas, pozwolić sobie czekać, pozwolić dojrzewać, rozwijać się – we własnym tempie. 

Szósta zasada – choć w dzisiejszych czasach pewnie niezbyt popularna – dla mnie chyba jedna z najważniejszych, brzmi: nie ma sukcesu bez niepowodzeń. Jest tutaj kilka wątków – po pierwsze ten bardzo oczywisty – nauczenie naszego dziecka, że rzeczy duże, prawdziwie satysfakcjonujące, nigdy nie przychodzą do nas ot, tak. Nauka jazdy na rowerze okupiona jest przeważnie wieloma siniakami – i nie znam dziecka, które wsiadłoby na rower i po prostu od razu pojechało przed siebie. Po drugie – możemy uczyć nasze dzieci, że nie tylko sukcesy są w życiu ważnymi lekcjami. Że równie ważne, a może nawet ważniejsze – są porażki. Nauczyć dziecko, że porażka nie musi wiązać się z karą, wyrzutami sumienia i smutkiem. Po trzecie – to, co wypływa z tej lekcji, to wyzbycie się lęku przed porażkami. Dzięki temu nasze dzieci mogą być bardziej pewne siebie, podejmować więcej wyzwań, kierować się swoim własnym wewnętrznym głosem, a nie kalkulacją, co pomoże uniknąć kary i zdobyć nagrodę.

Zasada siódma - praktykuj sam, co zalecasz uczniom - łączy się przede wszystkim z autentycznością. Bycie prawdziwym jest po prostu ważne - bez względu na to, o jakim kontekście i roli społecznej mówimy. Autentyczny rodzic, to ten, który nie musi mówić dziecku “a teraz powiedz: dziękuję, przepraszam” - bo sam dziękuje i przeprasza. Dzieci szybciej niż ktokolwiek wyłapują nasze maski, to, że mówimy w trzeciej osobie i chowamy się za frazesami. Warto w tym kontekście przemyśleć, czy zawsze jesteśmy sobą przy naszych dzieciach i czy im również na to pozwalamy. 

Ostatnia zasada jest bardzo ściśle związana z technologią i brzmi: najważniejszym celem jest posługiwanie się technologią cyfrową do uczenia się teraz - ale myślę, że ją również możemy potraktować nieco bardziej uniwersalnie. Po pierwsze - pomyślmy czym jest nasze “teraz” - czy faktycznie jesteśmy w nim obecni? Czy będąc z dzieckiem (i nie tylko, może również z sobą samymi) jesteśmy skupieni na tym, co się wydarza? Może jesteś jeszcze w pracy i zastanawiasz się, co mogłaś odpowiedzieć szefowej? A może właśnie Twoje myśli poszły sobie już do jutra i myślisz o tym, jak powiedzieć współpracownikom o trudnościach w projekcie. Kolejny raz pozwolę sobie podkreślić - to się zdarza każdemu! Warto jednak mieć w głowie hasło “teraz” i będąc - zwłaszcza - z dzieckiem, powtarzać sobie je jak mantrę. 

We wszystkich pracach Paperta nauczyciel to ktoś, kto stwarza dziecku wspaniałe, przyjazne warunki do rozwoju, na pierwszym miejscu stawiając szacunek do ucznia oraz uznając jego autonomię. W takiej szkole dziecko może rozwijać skrzydła: z pasją poznawać świat, bez lęku sięgać po wyzwania. Myślę, że wczytując się w idee tego wielkiego pedagoga i metodyka – do czego mam nadzieję trochę Was zainspirował ten tekst - możemy zacząć tworzyć tę przestrzeń i takie warunki już od najmłodszych lat, w naszych domach. 

Źródło grafiki: unsplash.com

MEMIC czyli Model Edukacji Medialnej i Cyfrowej

person using laptop

MEMIC czyli Model Edukacji Medialnej i Cyfrowej to narzędzie dla nauczycieli i nauczycielek, którzy chcą rozwijać kompetencje medialnej i cyfrowe swoje i swoich uczniów i uczennic. Narzędzie to efekt wielomiesięcznej pracy kilku organizacji: Polskiego Towarzystwa Edukacji Medialnej, Centrum Edukacji Obywatelskiej, Fundacji Szkoła z Klasą, Polskiego Komitetu ds. Unesco, Filmoteki Narodowej-Instytutu Audiowizualnego, Fundacji Nowoczesna Polska oraz Stowarzyszenia Cyfrowy Dialog.


wtorek, 17 grudnia 2019

Jak działają komputery?

Jak działają komputery? Oto jest pytanie! Zwłaszcza dla młodszych użytkowników. W czasach kiedy komputerem domowym jest laptop nikt tak naprawdę nie ma potrzeby zaglądania do środka. Minęły już czasy kiedy to nasz pecet stawał się za wolny i rozkręcaliśmy go żeby dodać RAMu, zmienić dysk, bo ten kupiony przed dwoma laty stawał się za mały. WYchodziły nowe gry, tak więc pojawiała się potrzeba zmiany karty graficznej itd. Dziś dostajemy kompletny sprzęt i jeśli się zdezaktualizuje, albo zanosimy go do serwisu albo inwestujemy w coś lepszego.
Skąd więc dzieciaki mają wiedzieć, co tak naprawdę mieści się w środku. Co odpowiada za to że jest szybki i wydajny? Czym jest dysk, RAM, płyta główna i procesor?
A czy zadaliście kiedyś dzieciom pytanie: jak myślicie, jak pracują komputery, jak wygląda ta praca, czy mieszkają tam jakieś krasnoludki, które włączając odpowiednie przyciski, zmieniają kolory na naszym ekranie? No właśnie!
Niedawno znalazłam na anglojęzycznej stronie Hello Ruby http://www.helloruby.com/play/11 pomysł na lekcję w mojej klasie. Przerobiłam kartę pracy i zaprezentowałam moim uczniom.
A tak wyglądały efekty pracy moich pierwszoklasistów






Oczywiście to tylko niektóre z nich. Pomysłów na to jak widzą pracę komputera w środku było więcej. Niektórzy rysowali dwa razy!!! ;-)
A potem zrobiliśmy swój własny komputer! Skorzystaliśmy również z materiałów ze strony Hello Ruby http://www.helloruby.com/pl Szablon do druku znajdziecie tu https://s3.amazonaws.com/helloruby.com/PL/Moj+pierwszy+komputer.pdf

A tutaj karta do druku z szablonem komputera https://drive.google.com/file/d/0B03ZlEOjN-UIR3E4R0lpSWJZTTQ/view




Autorka: Apan@ski
Artykuł pojawił się również na blogu: http://maliprogramisci.blogspot.com/ 


© Stowarzyszenie Cyfrowy Dialog 2019. Obsługiwane przez usługę Blogger.