piątek, 31 stycznia 2020

Czas na wagę złota


Nie jestem pewna czy początek roku to dobry pomysł, żeby pisać o zarządzaniu czasem - przecież w styczniu wydaje się nam, że mamy go całkiem sporo - cały nowy rok, czysty niezapisany kalendarz, pusta kartka, która czeka, żeby wypełnić ją wspaniałymi chwilami. Często jednak, zaraz po wygrzebaniu się z poświątecznego i poferyjnego odpoczynku pojawia się panika, wynikająca z uświadomienia sobie spiętrzonych zadań i czekających nas obowiązków. Jak nie dać się jej porwać? W jaki sposób racjonalnie spojrzeć na nasz kalendarz? I w końcu - co zrobić, jeśli mamy poczucie zagonienia już teraz? Na początek - przeczytać ten wpis! Nie rozwiąże wszystkich problemów, ale może zainspiruje do przemyślenia swoich nawyków.

Etap pierwszy - jestem bardzo zapracowana i nie wiem od czego zacząć! (czyli "ogarniacze" ratujące życie)
To ten moment, kiedy jesteśmy po prostu zawaleni robotą i nie bardzo jest czas na to, żeby jakoś racjonalnie podejść do swoich zasobów czasowych. Kolokwialnie rzecz ujmując - codziennie "lecimy z taskami" do wykonania. Co wtedy? W takiej sytuacji z pomocą może nam przyjść technologia - dwie moje ukochane aplikacje do zarządzania projektami to Asana i Trello. Jeśli ich nie znacie - koniecznie zerknijcie. Trello - to bardzo prosta i darmowa apka do tworzenia zestawów list z zadaniami - głównie chodzi w nich o to, żeby tworzyć listy "do zrobienia", "w trakcie" i "zrobione" - wtedy możemy dobrze szacować postępy naszych działań. Ja czasem jednak tworzę w niej również listy zakupów "długoterminowych" (wyposażenie domu, pomysły na prezenty na święta i różne okazje) i listy książek do przeczytania, filmów do obejrzenia itd.. W tej aplikacji (zarówno w wersji na urządzenia mobilne, jak i przeglądarkowej) możemy tworzyć zespoły, przypisywać poszczególnym osobom zadania, nadawać im terminy realizacji. Asana posiada podobne możliwości, jest jednak dużo bardziej rozbudowana, ma też dodatkowe możliwości (np. tworzenie miesięcznego harmonogramu na podstawie zadań do wykonania) - niestety część w płatnej wersji.  Nie tylko technologia może nas ratować w sytuacji nawarstwienia obowiązków - moim sprawdzonym patentem od dobrych kilku lat jest prosty papierowy kalendarz dzienny - zapisuję w nim tygodniowe listy zadań do zrobienia, rozbijam je na mniejsze listy dzienne i przede wszystkim - notuję informacje o spotkaniach, wizytach, wyjazdach.

Etap drugi - chyba się nie wygrzebię (czyli może jednak warto byłoby wprowadzić jakieś zarządzanie czasem...)!
Często po napadzie aktywności i rozpaczliwych próbach "narzędziowego" opanowania naszych zadań, pojawia się refleksja, że może jednak powinniśmy zapanować nad nimi bardziej. I tu z pomocą przychodzą mi zawsze dwie mikro-metody (i jedna większa - o niej za chwilę): zasada dwóch minut i "zjedz żabę". Zasada dwóch minut, mówi o tym, że jeśli na Twojej liście zadań pojawiło się coś pilnego, a wiesz, że zrobienie tego nie zajmie więcej niż dwie minuty (i masz akurat wolne dwie minuty) - zrób to. Co więcej - zapisz to na liście zadań, zrób i skreśl od razu. Zapewniam +100 do morale i motywacji! Bardzo warto uwalniać głowę (i kalendarz) od takich drobnostek. Metoda "zjedz żabę" polega z kolei na tym, że jeśli mamy do zrobienia coś, na samą myśl o czym dostajemy gęsiej skórki, to powinniśmy to zrobić od razu, najlepiej z samego rana. Człowiek to jest w gruncie rzeczy dość racjonalna istota i potrafi odwlekać nieprzyjemne obowiązki bardzo, bardzo długo. Zjedzona żaba nie straszy, nie popędza, nie robi wyrzutów. Nie jest smaczna, ale nie powoduje niestrawności. Metoda, która pozwala na szersze spojrzenie na swoje zadania i co najważniejsze - nadawanie im priorytetów - to matryca Eisenhowera. W dużym skrócie, to bardzo proste cztery kwadraty, które pozwalają uporządkować nam zadania według dwóch kryteriów: pilności i ważności. Dzięki temu, możemy bardzo racjonalnie planować swój czas, nie tylko pod kątem deadline'ów i wyrabiania się z robotą, ale także mając na uwadze długoterminowe cele, niekoniecznie "opłacalne" tu i teraz. O tym jak korzystać z tej matrycy - między innymi w linku powyżej.

Etap trzeci - ale... ja wcale nie muszę tyle pracować! (czyli uwalniamy się uzależnienia)
Często w naszym - bardzo często podyktowanym wspaniałymi i szlachetnymi pobudkami - zabieganiu stajemy przed ścianą. Bardzo nie lubię tego słowa, ale ten moment można nazwać czymś w rodzaju wypalenia: poczucia bezsensu i skrajnego wykończenia. Jeśli te symptomy nie są Ci obce - bardzo polecam wykonać prosty test uzależnienia od rzeczy pilnych, a następnie - w zależności od uzyskanego wyniku, podjąć odpowiednie środki zaradcze. Moje osobiste doświadczenie jest takie: rezultat tego testu (silne uzależnienie!) oraz zdanie "bardzo niewielu ludzi żałuje na łożu śmierci, że spędzało za mało czasu w biurze" (chociaż dzisiaj znam ludzi, dla których wcale nie musi to być smutna prawda!), były podstawami do radykalnych przemyśleń na temat zarządzania czasem. Nie oszukujmy się - rzeczy ważne są najważniejsze. Poczucie celu i sensu są niezbędne w każdej pracy, ale trudno je osiągnąć zajmując się tylko i wyłącznie krótkoterminowymi zadaniami. Do poczucia, że panujemy nad czasem, nie wystarczą świetne narzędzia i organizacja - to może dać nam tylko i wyłącznie przemyślenie hierarchii rzeczy, którymi chcemy się zajmować.

Na  zakończenie chcę jeszcze dodać, że takie podejście do tematu pozwala się zmierzyć  z dwoma niebezpiecznymi mitami: perfekcjonizmu i robienia tego, co się kocha. Krótko?
Perfekcjonizm nie jest dobry, a zrobione jest lepsze od perfekcyjnego. Bardzo długo wmawiano nam również, że jeśli będziemy pracować nad tym, co kochamy, nie przepracujemy w życiu godziny - tymczasem prawda jest zupełnie odwrotna - jeśli udaje się nam wmówić, że kochamy swoją pracę, to często pracujemy bez przerwy. Żeby nie zapędzać się w nieco radykalne rejony związku czasu z różnymi zjawiskami społecznymi, postaram się zakończyć może i nieco trywialnie, ale bardzo prosto - pamiętaj, że Twój czas jest Twój - po prostu.


BETT Show w Londynie - fotorelacja


BETT Show w Londynie to największe na świecie targi edukacyjne prezentujące rozwiązania z zakresu technologii i rozwoju obszaru kompetencji cyfrowych w edukacji. Oczywiście, że nie mogło nas tam zabraknąć! Razem z ekipą reprezentującą projekt Centrum Mistrzostwa Informatycznego, przemierzaliśmy teren wystawy: chłonąc, obserwując, inspirując się, ale również spotykając bardzo wielu znajomych z Polski.




Rozmiar i rozmach targów są dość imponujące! Każde ze stoisk oferuje zwiedzającym coś ciekawego.



W części z nich odbywają się wykłady, warsztaty i prezentacje.





Duża część stoisk nastawiona jest na samodzielną eksplorację uczestników.


Dzielna ekipa Centrum Mistrzostwa Informatycznego


Dużym zainteresowaniem cieszą się zarówno stoiska stricte technologiczne i cyfrowe...



... jak również analogowe - w tym roku na BETT królowały klocki w różnych odmianach. Ich edukacyjny potencjał jest niewyczerpany!



Krążąc po zakamarkach BETT mogliśmy się zetknąć z nowościami...




... ale również podejrzeć jak promują się znane i lubiane przez nas narzędzia.


Choć czasowo nasza obecność na targach była ograniczona, merytorycznie wycisnęliśmy co się dało! I wszystkim oczywiście zamierzamy się dzielić z Wami. A każdemu, kto interesuje się edukacją cyfrową, udział w BETT możemy gorąco polecić. Kolejna edycja już za rok!




niedziela, 12 stycznia 2020

Karty Scratch po raz...

W nowym roku mamy dla Was nowe niespodzianki 😊😻
Przetłumaczyliśmy dla Was kolejne karty do Scratcha. Powiedzcie, że się cieszycie! :)
Ty razem prezentujemy karty pt. "Wymyśl swój świat", które pojawiły się w grudniowym newsletterze na stronie Scratch in Practice oraz Skoczną grę, dzięki której razem z uczniami stworzycie prostą grę 😊

Aby pobrać karty, kliknij linki pod grafikami.



Przypominamy, że wciąż możecie pobrać pozostałe karty Scratchowe pod tym LINKiem

© Stowarzyszenie Cyfrowy Dialog 2019. Obsługiwane przez usługę Blogger.