czwartek, 30 kwietnia 2020

Siedem lat ze Scratchem - krótka opowieść o dojrzewaniu




Mniej więcej siedem lat temu, po praz pierwszy usłyszałam, że jest sposób na uczenie małych dzieci programowania. Wydawało mi się to dość niemożliwe (sama zaczynałam od C++, więc wiecie...), dopóki nie zobaczyłam narzędzia w jakim może się to odbywać. Scratchem zachwyciłam się i zachłysnęłam. Zaczęłam go uczyć - siebie i innych. W zasadzie to ten proces nigdy się nie skończył. Jeśli chcecie posłuchać krótkiej historii dojrzewania miłości do Scratcha - poczytajcie! 
  
Etap 1 - pętle, warunki, zmienne i tłumaczenie spod tablicy 
Trzeba przyznać, że dla kogoś, kto nigdy nie programował (albo robi to od bardzo niedawna :)), a dodatkowo lubi sobie wszystko komplikować i MUSI dokładnie wiedzieć i zrozumieć jak co działa w najmniejszych podstawach – pierwsze spotkania na serio ze Scratchem nie są wcale łatwe. Oprócz wielkiego zachłyśnięcia się możliwościami narzędzia i entuzjazmu w przekazywaniu wiedzy, o tym pierwszym etapie myślę raczej jako uczeniu się na błędach. Jakich? Przede wszystkim – zbyt dużego przywiązywania się do scenariuszy zajęć i zaproponowanych tam rozwiązań. Oczywiście metodycznie ma to swoje bardzo dobre strony – niepewnie czujący się prowadzący mają koła ratunkowe i nie toną w głębinach pomysłów i pytań dzieci 😉 Choć Scratch nawet w takiej sytuacji daje duże pole do popisu dla kreatywności (dzieci zawsze mogły wybrać swoje duszki, kolory, tła, dźwięki, komunikaty), to jednak po jakimś czasie człowiek zaczyna odczuwać tęsknotę za czymś... lżejszym, pozwalającym na więcej wolności. Wydaje mi się, że dzieciom nie do końca przeszkadza fakt, że jeszcze nie całkiem rozumieją o co chodzi z tymi pętlami, warunkami i zmiennymi – na szczęście! Dla mnie ich zrozumienie było kluczowe, żeby przejść w przygodzie ze Scratchem do etapu drugiego. 

Etap 2 - wolność i interdyscyplinarność - programowanie dobre na wszystko 
Scratch jest tak niezwykłym tworem, że już nawet przy niewielkim opanowaniu jego możliwości, pozwala na rozwinięcie skrzydeł fantazji. Dla mnie takim przełomem było, kiedy coraz częściej na zajęciach zaczęliśmy dzieciakom proponować projekty freestyle na zadany temat. To zdecydowanie było jak łyk świeżej wody! Na tyle, że zaczęłam odkrywać (o zgrozo dopiero wtedy!), że Scratch może być nie tylko narzędziem do nauki programowania, ale językiem, w którym mogę opowiadać o swoich pasjach i zajawkach. Mniej więcej wtedy stworzyłam pierwszy program do losowania cytatu Julio Cortazara i zaczęłam kombinować jak połączyć kodowanie z moją wielką miłością - literaturą. Olśnienie, że projekt w Scratchu inspirowany lekturą jest przecież również pewnego rodzaju interpretacją przyszło zaraz potem. W całej społeczności Mistrzów Kodowania zaczęło również powstawać mnóstwo projektów przedmiotowych i pomysłów na skorzystanie ze Scratcha na różnych zajęciach, nie tylko tych komputerowych. 

Etap 3 - społeczność, projektowanie i odwaga! 
Wgryzanie się w Scratcha i odkrywanie coraz większej ilości aspektów jego wykorzystania łączyło się dla mnie z odkryciem jeszcze kilku spraw. Po pierwsze – wagi społeczności. Scratch jest prospołeczny na bardzo wielu poziomach: można w nim dzielić się projektami i korzystać z projektów innych (ucząc się przy okazji kwestii związanych z poszanowaniem własności intelektualnej i praw autorskich), można być częścią większych projektów, uczyć i podpowiadać innym, a w końcu należeć do klubu Scratcherów i spotykać się na konferencjach. Moja pierwsza scratchowa konferencja w Amsterdamie była eksplozją entuzjazmu: aż tyle osób na całym świecie korzysta z tego narzędzia, dając dzieciakom (i nie tylko) możliwość nauki i rozwoju ale też budowania więzi i poczucia własnej wartości. 
Po drugie – po równoległej przygodzie z AppInventorem (programowanie aplikacji mobilnych) i Greenfootem (Java) odkryłam jak ważnym elementem programowania jest projektowanie: badanie problemów, wymyślanie rozwiązań, budowanie prototypów i szkiców. Na tym polu w edukacji jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia! 
Po trzecie – przypominam sobie właśnie jedno z ostatnich szkoleń scratchowych jakie prowadziłam i porównuję je z pierwszym. Gdybym największą różnicę miała podsumować jednym słowem, byłaby to odwaga. To ostatnie spotkanie przypominało bardziej plac zabaw, niż szkolną klasę! Eksperymentowaliśmy, testowaliśmy, bawiliśmy się różnymi możliwościami i bardzo wolno puszczaliśmy wodze fantazji. Jak najmniej było sztywnych poleceń i instrukcji 1:1 a więcej kombinowania i uczenia się na błędach.  

I chyba z taką myślą chcę Was zostawić na ten scratchowy miesiąc - bądźmy odważni, kombinujmy, nie bójmy się porażek i nauki na błędach, a przede wszystkim – dobrze się (my i nasi uczniowie) bawmy!  

zdjęcie: archiwum Miejskiej Biblioteki Publicznej Galeria Książki w Oświęcimiu

0 comments:

Publikowanie komentarza

© Stowarzyszenie Cyfrowy Dialog 2019. Obsługiwane przez usługę Blogger.